Wczoraj też biegałem. o 22, gdy temperatura spadła poniżej 30 stopni ;)
W Decathlonie byłem, wyszedłem bogatszy o 2 koszulki do biegania, stoper i odblaski, a lżejszy o stówkę.
I właśnie w tym miejscu, między tłumem podobnych mi „sportowców” rozstrzygnąłem swój pierwszy dylemat. Stoper na rękę, czy taki a’la wąsaty trener, ze sznurkiem i dużymi guzikami.
Nie przedłużając – wygrała opcja pierwsza. Stoper na rękę jest praktyczniejszy, nie muszę sięgać do kieszeni, żeby sprawdzić czas (bo bieganie z dyndającym u szyi stoperem odpada), ma wystarczająco duży wyświetlacz, jak na moje potrzeby. Najpoważniejszą wadą tej opcji okazała się opaska na rękę. Jest tak wąska, że z trudem mogę się zapiąć na ostatnią dziurkę. Uprzedzając ewentualne pytania nie, to nie jest damski model. W związku z tym ciśnie i pije. Przez pół godziny biegu raczej nie przeszkadza, ale wraz z wydłużaniem czasu biegu może być nieciekawie. Choć może też upały zrobiły swoje i spuchłem trochę?
A treningi idą coraz lepiej, wyznaczoną tresę przebiegłem wczoraj w 29.20 i dodałem kilkaset metrów, żeby utrzymać wyznaczony czas biegu. Najbardziej zadowolony jestem jednak z ostatnich 400-500 metrów, na których przyspieszyłem do 11-12 km/h. Na oko oceniam, ale mam wyczucie przez to, że biegałem sporo na bieżni.
2012? Maraton! :D
