Kanały:
Wpisy
Komentarze

Pierwszy dylemat

Wczoraj też biegałem. o 22, gdy temperatura spadła poniżej 30 stopni ;)

W Decathlonie byłem, wyszedłem bogatszy o 2 koszulki do  biegania, stoper i odblaski, a lżejszy o stówkę.

I właśnie w tym miejscu, między tłumem podobnych mi „sportowców” rozstrzygnąłem swój pierwszy dylemat. Stoper na rękę, czy taki a’la wąsaty trener, ze sznurkiem i dużymi guzikami.

Nie przedłużając – wygrała opcja pierwsza. Stoper na rękę jest praktyczniejszy, nie muszę sięgać do kieszeni, żeby sprawdzić czas (bo bieganie z dyndającym u szyi stoperem odpada), ma wystarczająco duży wyświetlacz, jak na moje potrzeby. Najpoważniejszą wadą tej opcji okazała się opaska na rękę. Jest tak wąska, że z trudem mogę się zapiąć na ostatnią dziurkę. Uprzedzając ewentualne pytania nie, to nie jest damski model. W związku z tym ciśnie i pije. Przez pół godziny biegu raczej nie przeszkadza, ale wraz z wydłużaniem czasu biegu może być nieciekawie. Choć może też upały zrobiły swoje i spuchłem trochę?

A treningi idą coraz lepiej, wyznaczoną tresę przebiegłem wczoraj w 29.20 i dodałem kilkaset metrów, żeby utrzymać wyznaczony czas biegu. Najbardziej zadowolony jestem jednak z ostatnich 400-500 metrów, na których przyspieszyłem do 11-12 km/h. Na oko oceniam, ale mam wyczucie przez to, że biegałem sporo na bieżni.

2012? Maraton! :D

Go Sport suxxx

Dwa treningi za mną. Jest lepiej, niż myślałem, mimo przerwy daję radę przebiec 30 minut bez przerwy. Tempo niezbyt powalające, ot truchcik, ale kończę ze sporą rezerwą sił i bez zabijania się.

Nie wiem nawet ile ma trasa, którą sobie wybrałem, wczoraj zajęła mi ok. 35 minut, dziś 32 i tak naprawdę to się liczy.

Przeczytałem kilka artykułów dla początkujących biegaczy i ze zgrozą odkryłem, że ja to już początkujący nie jestem, że 30 minut to umowna granica oddzielająca kompletnego nowicjusza od nowicjusza już niekompletnego. Co prawda w zeszłym roku dawałem radę nawet 40 minut biec, i to po lesie, ale czułem się znacznie gorzej, wracałem wypluty. Teraz wracam przyjemnie zmęczony, e świadomością rezerw.

Planu „‘maraton w 2012″ nie weryfikuję, ale myślę, że może już w tym roku pobiegnę w biegu na pięć kilometrów? A może nawet na khem khem… dziesięć? Się zobaczy. Na razie chce do końca wakacji trenować według swojego planu – czyli trzy dni treningów, czwartego przerwa na odpoczynek i rozciąganie. Trening ma trwać trzydzieści minut, jeśli poprawię szybkość, wówczas wydłużę trasę na tle, żeby założone pół godziny biegu utrzymać.

A skąd tytuł? Ano stąd że w Go Sport w Jankach możesz sobie człowieku kupić  fafnaście rodzajów szpicrut, a nie kupisz zwykłego stopera. Niezwykłego zresztą też. Podobnie jak termoaktywny tshirt za mniej niż 70 zł. A ja chcę taki za 30, bo zakładając 5/6 treningów tygodniowo i tak będzie do wyrzucenia dość szybko.

Jutro wybiorę się do Decathlonu, kupiłem tam rok temu tanie i zadziwiająco wytrzymałe ubranie na siłownię, w którym teraz biegam.

2012

Przemyślałem sprawę i postanowiłem. W 2012 startuję w maratonie.

176 cm, 96 kg. Biegałem na bieżni w zeszłym roku, dużo chodziłem z kijami, ale biegać po bożym świecie – to nie biegałem.

Przynajmniej będę miał o czym pisać na blogu.

Wyborczo

m

Mieszkam w Polsce

O katastrofie nie napiszę nic ponad to, że było i jest mi cholernie przykro, współczuję wszystkim dotkniętym tragedią, czuję wyrwę w przestrzeni, mojej własnej przestrzeni. Cóż więcej mogę napisać? Nic.

Za to o Wawel gate już mam ochotę napisać to i owo. Czułem, że właśnie coś się stanie. Coś wisiało w powietrzu już od sobotniego wieczora. Ciążyło nam wszystkim, nam Polakom – rodakom. I łupnęło. Jakie ma znaczenie kto pomysł rzucił? Bez znaczenia jest nawet sama istota czegoś. Ważne, że się stało.

Bo my, Polacy – rodacy teraz dopiero przeżywamy żałobę. Się nam może wydawać, że my ją przeżywaliśmy żegnając parę prezydencką na ulicach Warszawy i później – w Pałacu. Albo że te dziesiątki nekrologów w gazetach to żałoba. Wspominki o ofiarach katastrofy, wołanie o zgodę narodową
. Takiego! Żałoba to te idiotyczne kłótnie o pochówek. To krakoska ynteligencja wyjąca pod kurią „Na Po-wąz-ki!” i plujący jadem warszaski filozof. Zagadujemy żałobę, zakrzykujemy ją. Nie chcemy poczuć żalu i pustki, zamiast tego walczymy. Ze sobą, bo inni nam współczują. Nawet Rosjanie, którzy zachowali się tak, że nie ma się do czego czepić. Nawet Stany, ta wielka miłość zza oceanu przysyła Obamę, nikogo pośledniejszego.
Więc żal, smutek maskowany wściekłością kierujemy tam, gdzie zwykle, przeciw sobie nawzajem.

Nie Wawel, to by się błyskawicznie znalazło coś innego. Wszyscy rwali się do czynu, cel musiał się znaleźć. Taki kraj, taki naród.

O moim stosunku do zmian wprowadzonych w ustawie o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych już pisałem. A że wkurw nie mija, postanowiłem jakoś te energię zagospodarować.

Szanowna Pani Poseł/Szanowny Panie Pośle

Z ogromnym rozczarowaniem przyjąłem przegłosowane 5 marca 2010 roku zmiany do ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Z uwagą śledziłem prace nad tą ustawą i z dużym zadowoleniem przyjąłem fakt, że zgodnie z projektowanymi zmianami puby i restauracje mają się stać strefami wolnymi od dymu tytoniowego.
Przyznam szczerze, że byłem zaskoczony, gdyż nie wierzyłem, żeby takie przepisy mogły przejść przez polski sejm, jednak z każdym dniem moja nadzieja rosła.
Niestety okazało się, że pierwsze przeczucie było prawdziwe, niespodziewana poprawka, szybkie głosowanie – i sprawa została zaprzepaszczona. Zapewne na całe lata.
Nie potrafię zrozumieć intencji Pani/Pana ugrupowania, które to najpierw rozbudziło nadzieje dużej grupy ludzi, by później błyskawicznie o nich zapomnieć w imię… no właśnie, czego? Tego również nie potrafię zrozumieć.
Nie liczę także na odpowiedź, chcę jedynie wyrazić swoje głębokie rozczarowanie oraz zapewnić, że w miarę swoich bardzo skromnych możliwości, będę dbał o to, by jak najwięcej ludzi pamiętało to jedno głosowanie.

Z wyrazami szacunku

Ten list wysyłam do wszystkich posłanek i posłów z PO, którzy zagłosowali za zmianami w ustawie o ochronie zdowia… uwzględniającymi wniesioną w ostatniej chwili poprawkę.

Nie spodziewam się odzewu, raz już wysłałem maila do dużej grupy posłów, odpowiedź była żadna. Ale wypuszczenie tych baloników przynajmniej pomoże mi rozładować złość na tych hipokrytów.

Dęciaki

Lubię ska. Dziś słucham ska i pochodnych. Grzebałem w teledyskach, gdy wyskoczyło mi takie coś:

O ja… Kawałek nie jest zły, pochodził trochę w samochodzie, ale teledysk… Piwnica, groźne miny i perkusista w samych gaciach. No proszę was, czy to jest death metal?

Na odtrutkę szybko zapodałem

i

A czemu ska? Dęciaki. Sekcja dęta niemal automatycznie wywołuje u mnie uśmiech, jadę samochodem i się szczerzę do świata, gdy mi przygrywa muzyka.
+1, jeśli na wokalu jest laska.

I może jeszcze jeden Vespy, tematycznie to już chyba psychobilly :)

Oszukaliśta mnie, gnoje

No i co? No i dałem się nabrać. Uwierzyłem, że rzeczywiście można. W Polsce. A tu kolejna bucera.

I po co tyle miesięcy dyskusji, pracy, mydlenia oczu, skoro ten bubel, który właśnie przegłosowano niewiele zmienia? PO walnęło strasznego babola, obudziło dużą grupę swoich wyborców, ruszyło temat. rozbudziło nadzieje, a potem się wypięło. A moje interesy w sejmie reprezentował… PiS.

PO wybrało rozwiązanie „kompromisowe”. Niech właściciel lokalu decyduje. Zajebiście. Kurwa. Kompromis. Rosa Parks też mogła otworzyć sobie własną linię autobusową.

Komentarz (oprócz przekleństw) mam jeden.

Marnuję czas

Pierwszy wpis na blogu miał być o wymarzonej ekranizacji gry komputerowej.  Jednak nie. Druga koncepcja zakładała wylanie frustracji związanych z „There will be blood” który to w końcu obejrzałem. Też nie. Nie napiszę na razie również o „Związku żydowskich policjantów”, choć na to zasługuje. Pierwsza notka będzie o tym, jak marnuję teraz czas.

Dawno, dawno (z dziesięć lat) temu zacząłem grać przez sieć w FPSy.  Najpierw Quake, później Enemy Territory. Pykałem sobie radośnie, skill rósł, kupiłem wypasioną myszkę, ślizgacze i napisałem własny config. Lamerstwo wyzywało mnie, że gram z aimbotem. Piękne czasy, aż się wzruszyłem. Dopadła mnie jednak proza życia, meblościanka, mały Fiat i tym podobne. Nie miałem czasu na granie. Nie tylko w FPSy, cokolwiek bardziej wymagającego czasowo odpadało w przedbiegach. Ostatnią grą, nad którą spędziłem już nie godziny, a dni była Civ IV. Swoją drogą z lekkim niepokojem czekam na Civ V

Jakiś czas temu brat powiedział mi o tym, że można grać w Quake w przeglądarce. „Jakiś gówniany flashowy port” pomyślałem i nie wgłębiałem się w temat. Kilka dni temu na blogu WO w czasie dyskusji o wyższości Ajfona nad flaszem poleciał link do Quakelive, czyli owego gównianego porta. Jak bardzo się myliłem! Gra-marzenie. Gram z poziomu przeglądarki, mam ulubione mapy, mam nawet (bardzo skromna, ale jednak) możliwość edytowania configu. Do tego własne konto na zewnętrznym serwerze zapisujące te wszystkie rzeczy, a także cholernie szczegółowe statystyki. Mogę grać w dowolnej chwili, w przerwie w pracy, czy nauce. Bez hiperrealistycznej grafiki, po prostu czysta zabawa.

Kupuję to!

Ano właśnie, ciekawy jestem jak długo będzie to projekt darmowy, bez miesięcznego abonamentu.

PS> Nie dostałem od id pieniędzy za ten wpis. A szkoda.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.